Te dzieci są coraz gorsze...?

Jako wychowawca harcerski, pedagog i wkrótce mama J uczestniczę w ostatnim czasie w wielu dyskusjach pod wspólnym skróconym tytułem: te dzieci są coraz gorsze. Dyskusje o bardzo podobnej treści prowadzą moje koleżanki z pracy, instruktorzy i rodzina. Przekrój wieku od 20 do 70 lat i to samo zdanie. A jakie mianowicie zdanie...

Te rozmowy są wielowątkowe, ale wszystkie skłaniają się do podobnych wniosków: Dzieci są coraz mniej zaradne i samodzielne, coraz mniej kreatywne i bierne.

Przez ostatnie lata bardzo zmienił się sposób spędzania wolnego czasu przez dzieci oraz zabawki i sprzęty, które mogą wykorzystywać do zabawy. Dawniej najbardziej naturalną formą spędzania wolnego czasu były zabawy podwórkowe; zabawy w dużej grupie rówieśniczej, przed blokiem czy na boisku szkolnym, zabawy prowadzone zgodnie z ustalonymi przez dzieci zasadami. Dzieci samodzielnie musiały zagospodarować sobie wolny czas i tak przenosiły się z roku na rok (z drobnymi zmianami) takie zabawy jak „policjanci i złodzieje", „podchody", skakanie w gumę czy w klasy, kapsle, cała gama gier z użyciem piłki: „czarne piwko", „dwa ognie", „kratki" itp. Obok nich cała masa zabaw autorskich, czasem wymyślonych tylko na jeden dzień. Dzieci spędzając czas w ten sposób bardzo naturalnie uczą się współpracy w grupie, rozwiazywania konfliktów, rozwijają swoją kreatywność i wyobraźnię, ćwiczą samodzielność.

Tę formę spędzanie czasu wypiera komputer czy szereg zajęć pozalekcyjnych. Nie chcę przez to powiedzieć, że takie spędzanie czasu jest gorsze. Uniemożliwia jednak nabycie przez dziecko wspomnianych umiejętności. Podczas organizowanych zajęć, czy podczas gier na komputerze dziecko wszystko ma przygotowane, podane na tacy, a firmy i kluby organizujące zajęcia prześcigają się w oferowanych atrakcjach. Jest to wartościowe pod warunkiem, że dziecko ma możliwość rozwijania wspomnianych umiejętności gdzieś indziej. Z pewnością nie baz znaczenia jest fakt, że ze względu na świadomość zagrożeń ogranicza się swobodę dzieci: tak podczas zajęć szkolnych, przerw w szkole, zajęć poza szkolnych, zabaw podwórkowych. Podobnie na zbiórkach i wyjazdach harcerskich zwiększyliśmy przez ostatnie lata zasady bezpieczeństwa, dla bezpieczeństwa dzieci jak i wychowawców (np. niewiele środowisk pozwala dzieciom na realizowanie podczas obozów sprawności Robinsona). I po raz kolejny nie chcę oceniać tych zmian, ale fakt jest taki, że wpływają one na rozwój młodego człowieka.

Oczywiście w rozmowach pojawiały się jeszcze inne sugestie. Wiele osób mówi o nadopiekuńczych a zarazem zapracowanych rodzicach, o dzieciach, które nie mają obowiązków domowych, o złym towarzystwie, w które teraz bardzo łatwo wpaść, o narkotykach i innych używkach. Myślę jednak, że to jest bardzo zmienne i ciężko w tych kwestiach uogólniać.

To co... czy te dzieci naprawdę są coraz gorsze? A może są po prostu inne, bo żyją w innych warunkach niż my...

Dlaczego jednak piszę o tym wszystkim. Zmiany te bezpośrednio wpływają na pracę wychowawczą drużynowego zuchowego czy harcerskiego. Coraz trudniej, jest nam zmotywować dzieci do pracy, do służby, a nawet do realizowania zadań śródzbiórkowych. Dzieci coraz trudniej „wkręcić" w fabułę czy zaangażować w grę. Na wyjazdach, w szczególności na obozie młodsze dzieci mają problem z samoobsługą, nie wspominając już o utrzymaniu porządku w namiocie i swoim plecaku. Nie jest to sytuacja prosta. Jako wychowawcy jesteśmy nauczeni określonego stylu pracy, a potrzeby wychowawcze dzieci zmieniają się bardzo szybko. Wszystko wskazywałoby na to, że powinniśmy tak zmienić naszą pracę, aby kształtować w nich te umiejętności, o których wspominałam w pierwszej części artykułu. Zabawy i gry konstruować w taki sposób, dzięki któremu nabędą nowe umiejętności. A jakie umiejętności? Do tej pory duży nacisk dajemy na techniki harcerskie. Przed obozem/ kolonią warto poćwiczyć coś o wiele bardziej prozaicznego; składanie ubrań, pakowanie plecaka, mycie menażek. Na co dzień można nauczyć dzieci zamiatania harcówki, sprzątania kącika plastycznego itp. Dzięki temu wyjazd będzie przyjemniejszy i prostszy zarówno dla dziecka jak i dla kadry.

Zabawy powinny zmuszać dzieci do samoorganizacji; samodzielnego podziału na grupy, podziału zadań. Kiedy to tylko możliwe powinny skłaniać dzieci do twórczego myślenia; konstruowania, rozwiazywania problemów itp. Przy tym wszystkim dzieci powinny mieć możliwość samodzielnego dogadywania się, przy jak najmniejszym interweniowaniu drużynowego. I oczywiście, wszystkie te zabawy powinny być skonstruowane w sposób atrakcyjny, zgodny z metodyką danej grupy wiekowej. Wszystko to pięknie brzmi, ale... najważniejsze jest to, że nie jest to metoda szybkiego nadrobienia umiejętności, których nam w dzieciach brakuje. Wychowywanie i kształtowanie postaw u dzieci to proces powolny i długotrwały. Nasza praca małymi krokami zrobi z zucha, bardziej samodzielnego, zaangażowanego i kreatywnego harcerza, następnie harcerza starszego i wędrownika. Nie jest to panaceum na problemy jakie zauważamy, ale odpowiedź na zmieniające się potrzeby wychowawcze naszych podopiecznych.

Owszem, możemy z sentymentem wspominać dawne czasy, ale jako wychowawcy musimy potraktować tą, nową sytuację jak wyzwanie. Ten artykuł to jedynie krótka refleksja na temat bardzo złożonego zjawiska. Może warto, aby stał się prowokacją do poważniejszych rozmów w gronie instruktorów namiestnictw, czy kadr drużyn i gromad. Warto pomyśleć o tym przed kolejnym planowaniem pracy z dziećmi.

 

phm. Alina Solich HR

z-czyni komendanta ds. pracy z kadrą

magister pedagogiki

Artykuł napisany w ramach próby na stopień harcmistrzyni.

 

Do góry